Kupi sobie człowiek białą kiełbaskę i schowa na lepsze czasy. Potem kupi sobie a to cebulkę, a to jabłuszko do niej, a to musztardkę ulubioną... Przychodzi któregoś dnia do domu żeby ją sobie upiec z tymi wszystkimi dodatkami, po drodze kupuje specjalnie do niej bułeczkę... I stwierdza ze zdumieniem, że jego TŻ ukochana, jego słodkie maleństwo, słoneczko, cudo, najdroższa, skarb najukochańszy, że ta cholera jedna wzięła i mu tę kiełbachę zeżarła! I nic nie powiedziała! To co ja miałem zrobić proszę Wysokiego Sądu? No co?
(no to że wziąłem i usmażyłem camameberta, ale com się przy tym napłakał to moje)