13 kwi 2009

Kryzys?

No więc spodziewaliśmy się gości. No i zrobiliśmy coś tam do jedzenia. Nie za wiele bo kryzys. Ot - flaki, bigos, sernik. I tyle. Kryzys, nie?

Np więc pojechaliśmy sobie na pewien ślub. Po ślubie poczęstunek - skromny. Kryzys przecież, nie? No więc wychodząc zgarnęliśmy trochę tego i trochę owego żeby poczęstunek dla gości wzbogacić. Ot, drobiazgi, jakieś tam pasztety, schaby ze śliwkami, szynkę z sałatką czy łososia z przepiórczymi jajami, parę kawałków takiego tortu i parę takiego. Wyszło tego z pięć pudełek. Nic wielkiego, przecież kryzys, nie?

No więc goście coś tam przywieźli ze sobą bo przecież miało być skromnie. Jakieś białe kiełbasy, bezy i różne inne ciasta. Nic wielkiego, może wszystkiego ze trzy kilo. I pierniki, no to może cztery. Nic wielkiego, kryzys przecież, nie?

No i jakoś tak, pewnie od nadmiaru tego kryzysu, lodówka nam eksplodowała.