6 mar 2009

Kurs

Szkolenie - od ósmej. Masakra. Jak to mawia mój ojciec - "makabrestka". Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia czy się od poniedziałku w ogóle obudziłem. Właściwie spałem kiepsko, więc nie wiem też czy zasnąłem. Zupełnie jak ten filozof któremu się śniło że był motylem, i po przebudzeniu nie wiedział czy jest filozofem któremu się śniło że był motylem, czy motylem któremu się śni że jest filozofem.
Jeśli to był sen to bardzo męczący.
Ośrodek - stary zakładowy - przywitał chłodno: awaria ogrzewania. Posiłki jak z lat 70tych. Wszystko najtańsze możliwe. Łazienka mikro - może 2 metry kwadratowe a i to wątpię. Wszystko raczej mało dogrzewane i wietrzone - to niestety czuć. Zasłony - ciemny brąz, łóżka też, jak w pociągu. No i jak ja nie znoszę "tradycyjnej" polskiej kuchni - surówki symboliczne a wszystko przesolone. A godziny... Śniadanie o 7. Siódmej! Więc wstać trzeba koło szóstej - ja nie miałem pojęcia że mój zegarek takie rzeczy pokazuje!

No i coś co mnie męczy mnie od lat: czy są jakieś normy na rozmiar łóżek? Jak człowiek wzrostu ponad 180 ma się zmieścić w łóżku o długości dwóch metrów? Chyba tylko po skosie. Zwłaszcza jeśli łóżko z obu stron kończy się deskami. Może taki rozmiar łóżek był dobry 30 czy 40 lat temu ale teraz przecież wielu ludzi jest wysokich a łóżka zostały jak były - wygodne jak się ma 170cm. Co ci wysocy mają ze sobą zrobić?

Na koniec - na szczęście szkolenie było wartościowe i dużo się nauczyłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz