26 maj 2009

Skojarzenia

Musiałem wczoraj zajrzeć do szpitala. Domyślam się dlaczego na totalny rozgardiasz mówi się "Sajgon", jednak to co zobaczyłem przypominało raczej lądowanie w Normandii - najbardziej zaś plażę Omaha. Może to ze względu na recepcjonistki z trudem odpierające natarcie pacjentów?

Poza tym - w takim szpitalu jest mnóstwo, po prostu cała masa chorych ludzi! Więc przychodzenie tam po zdrowie wydaje się jakimś nieporozumieniem - mam wrażenie że dużo łatwiej złapać nową chorobę niż pozbyć się starej. Jednak jakoś to działa więc musiałem coś przegapić. :-)

21 maj 2009

Strażnicy (Watchmen) - dobra i zła wiadomość

Zła to taka, że wyjdą na płytach dopiero w lipcu (dwudziestego pierwszego) a nie jak sądziłem w maju. Dobra to taka, że nie muszę się martwić że jak kupię BD to nie odtworzę bez odtwarzacza BD - po prostu w zestawie jest "cyfrowa kopia", czyli mówiąc po ludzku można ściągnąć plik w formacie odtwarzalnym na komputerze albo odtwarzaczu przenośnym. Co prawda wiadomość dobra nie jest tak dobra jak by mogła być - zabezpieczenia DRM (błe - paskudztwo) pozwolą na odtwarzanie na tylko jednym komputerze a rozdzielczości nie znam ale nie spodziewam się żeby była duża. Wygląda na to że aby naprawdę porządnie obejrzeć i tak będę musiał poszukać odtwarzacza. No trudno. I tak planowałem.

Update: ale przecież mogę kupić BD i ściągnąć piracką wersję w HD czując się przy tym całkiem moralnie!

20 maj 2009

Demotywatory

Siedzę chory w pracy i zamiast pracować śmieję się (z cicha i ukradkiem) z demotywatorów. O rany. Zdaje się że skończę je oglądać najdalej jutro.

18 maj 2009

Wykałaczki

Wykałaczki się nam wczoraj skończyły w podręcznym zapasie. Wykałaczki jak wykałaczki, zwyczajny kawałeczek drewienka do dłubania w szczelinach między zębami. Wychodzi taniej niż aparat na zęby który by ewentualnie te koszta zlikwidował ale nie chcę się tu wdawać w dywagacje na temat stopy zwrotu inwestycji zmniejszającej koszta eksploatacyjne. :-) W każdym razie zapas podręczny trzeba było uzupełnić - sięgnąłem więc po zapas. No i na opakowaniu wypatrzyłem klasyczne Made in China. Ja rozumiem że odtwarzacze i komputery, i ubrania też, ale wykałaczki?! To już nie jesteśmy w stanie kawałeczka drewienka wyprodukować w sensownej cenie? Przecież transport z Chin kosztuje dość konkretnie, to ile razy taniej je tam robią? Nie pojmuję.

15 maj 2009

Zagrożenie

Pojeździłem dziś sobie trochę po mieście. Mieszkanie w większym mieście jest trochę zdradliwe - niby nic ale ze 20 kilometrów zrobiłem, a miałem tylko części odebrać. Zawsze mi się wydawało że to na wsi jest wszędzie daleko!

Ale do rzeczy - już od dawna tak myślę ale dopiero ostatnio sobie to uświadomiłem: największym zagrożeniem na drodze nie są dla mnie fatalne drogi. Ani kiepska widoczność. Ani nawet fatalne warunki atmosferyczne - a potrafią jazdę naprawdę okrutnie utrudnić. Największym zagrożeniem na drodze są dla mnie inni kierowcy. Nie jeżdżę dużo, ale średnio więcej niż raz dziennie ktoś wymusza na mnie pierwszeństwo. Naprawdę nie da się inaczej?

12 maj 2009

Lektury

One Day on Mars takie sobie. Akcja dla młodzieży. Szkoda, mogło być coś lepszego. Ale i tak coś wyniosłem z tej lektury.

Zauważyłem mianowicie że wiele z zaliczonych przeze mnie lektur zahaczających o temat militariów pokazuje amerykańską armię i amerykańskich żołnierzy w bardzo pozytywny sposób. Myślę sobie że jest to bardzo korzystne w państwie dla którego armia jest bardzo ważna. Co ciekawe - te "działania propagandowe" wydają się być całkowicie spontaniczne i oddolne. A także nienachalne - to się naprawdę dobrze czyta. Obraz nie jest podejrzanie cudowny, zawsze są na nim skazy - niekompetentni dowódcy, tchórzliwi żołnierze, bandyci w mundurach. Jednak są to zawsze piętnowane, nawet jeśli uważane za nieuniknione aberracje. Czapki z głów - kawał porządnej roboty. Widać, że oni naprawdę szanują swoje wojsko. I bardzo dobrze. W końcu z punktu widzenia polityki państwa żołnierze wykonują bardzo istotne zadania. Im lepszą mają opinię, im wyższy etos - tym lepiej będą się do tych zadań przykładać.

Tak zwana ekologia

Tytuł lekko agresywny, wyjaśnię więc może na początek że nie jestem przeciwnikiem ekologii, ekologów, działań proekologicznych i tak dalej. Planetę którą zamieszkujemy postrzegam jako statek kosmiczny, którego funkcjonowanie nie jest do końca rozpoznane - a instrukcji obsługi nie mamy. Więc zakłócanie funkcjonowania jego systemów, na przykład poprzez wpuszczanie mas różnych gazów do atmosfery albo likwidowanie losowo wybranych gatunków, może być działaniem samobójczym - jeśli coś za bardzo zepsujemy nie mamy się na co przesiąść. Dodatkowo pamiętać trzeba o tym że o ile życie jako takie funkcjonować może w bardzo szerokim zakresie warunków o tyle nasza cywilizacja nie jest przygotowana na, powiedzmy, wzrost temperatury o 5 stopni - problemy stworzone przez takie zdarzenie byłyby wręcz katastrofalnie kosztowne do rozwiązania.

Jednakże mądre spostrzeżenie i dobre intencje nie zwalniają z myślenia. Chodzi mi tu o przesławny "podatek ekologiczny". Już sobie daruję wskazywanie że on nie zachęca do zakupu nowych samochodów (nie stają się dostępniejsze) tylko zniechęca do kupowania starych - to nie jest to samo! Po prostu jest to podatek dla producentów samochodów i tyle - dlatego dałem cudzysłów. A podatek ekologiczny jak najbardziej istnieje i to od dawna, nazywa się "akcyza". I jest proporcjonalny do zużycia paliwa - a zatem do ilości generowanego przez pojazd dwutlenku węgla. Ciekawe że jakoś się go pomija w rozważaniach.

Ale do rzeczy. Tak się składa że reguła TANTAASFL obowiązuje bezlitośnie. Można zamiast jeździć samochodem 20 lat po dziesięciu zmienić go na nowy, mniej szkodliwy dla środowiska. Tylko że samochody nie rosną na drzewach, nie spadają w meteorach, morze nie wyrzuca ich na brzeg. Trzeba je wyprodukować zużywając przy tym na przykład dość monstrualne ilości wody. Przetransportować rudę, blachy, gotowy produkt. Zutylizować pojazd złomowany. To wszystko są koszta - koszta dla środowiska. I nie mamy pojęcia czy saldo jest korzystne.

Ale podatek pomysłodawcy nadal uparcie nazywają "ekologicznym" - choć nie wiadomo czy takim faktycznie jest. Ech.